Właśnie szliśmy do walki, kiedy nagle coś zauważyłam i się zatrzymałam.
- Light czy to nie te dwa basiory, które ostatnio chciały zabić Eishiego?
- Masz rację, a to oznacza…. -
- …że to wataha ostrego ciernia i nie pójdzie na ugodę.- dokończyłam.
- Musimy ostrzec Ev i Eless. -
- Chodźmy. -
Szybko zaczęłyśmy biec i w ostatnim momencie udało nam się powstrzymać je od pójścia na ugodę. Wszystko im wyjaśniłyśmy i Elessarii od razu zmieniła swoje podejście.
- W takim razie nie mamy żadnego innego wyboru i musimy walczyć. – powiedziała z ogromną determinacją.
Szybko ustaliliśmy plan walki i wybiegłyśmy naprzeciw watasze. Chwilę później zaczęła się walka, ale po krótszej chwili zobaczyłam że wśród walczących nie ma tych dwóch basiorów. Od razu wiedziałam co to znaczy. Szybko podbiegłam do Evanlyn.
- Gdzie jest Eishi? – powiedziałam ze strachem w oczach.
- Jest w mojej jaskini, chroniony przez muzyczną tarczę.
- Muszę do niego iść. -
- Ale co się… - Ev obejrzała się dookoła i zobaczyła co nie gra-…idź, poradzimy sobie.
Zaczęłam biec ile sił w nogach, kiedy wparowałam do jaskini oni już tam byli, ale na szczęście Eishiemu nic nie było.
- Może byście zadarli z kimś o większych rozmiarach? – zapytałam z pogardą.
- Chyba nie mówisz o sobie, gdzie masz swoją przyjaciółeczkę? – spytał jeden z nich.
- Sama sobie z wami poradzę. -
- W takim razie życzę szczęścia. -
- Dziękuję ale mnie się raczej nie przyda już prędzej wam. – wykrzyczałam z pewnością o wygranej.
W tym samy momencie oba wilki rzuciły się na mnie. Chwilę później leżały martwe na ziemi.
Nagle Evanlyn i cała reszta wbiegli do jaskini. Widząc to nie mogli uwierzyć własnym oczom. A na dodatek nie mogli odciągnąć uwagi od moich, które w tym momencie świeciły się na niebiesko jak jakieś neonowe lampki, ale nie tylko one, moje znamię też zaczęło świecić.
<<<Evanlyn>>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz