poniedziałek, 10 czerwca 2013

Od Matt'a -,,Tajemniczy głos" c. 1

Ten dzień zapowiadał się jak każdy inny. Wstałem wcześnie rano poszedłem na polowanie, po drodze spotkałem Shiru. Chwile pogadaliśmy, w sumie fajny facet, szkoda, że tak szybko poszedł. Cóż miał może ważniejsze sprawy... Po obfitym posiłku poszedłem na spacer do lasu. Spostrzegłem tam jakieś dziwne światła.
-Co jest?-Podszedłem do dziwnego zjawiska. Znalazłem tam zachęcającą buteleczkę.
-W sumie co mi szkodzi? Wygląda nieszkodliwie.-Wziąłem buteleczkę i wypiłem jej zawartość. Przez jakieś pół godziny nic się nie działo. Normalnie chodziłem, widziałem i miałem fajny posmak w pysku. Lecz, nagle zaczęła mnie strasznie boleć głowa, ból był przeszywający i wciąż się nasilał. Zemdlałem. Obudziłem się w tym samym miejscu, co przedtem. Nadal bolała mnie głowa, ale nie było aż tak strasznie.
-Ja wale, co to było!?-Krzyczałem wstając.
-Czeeść...-Nagle coś usłyszałem.
-Kto to?-Stanąłem gotowy do ataku.
-Hehehehe....-Zaśmiał się szyderczo.
-Gdzie jesteś!? Nie ukrywaj się!-Denerwowałem się.
-Jestem w twojej głowie...
-Co!?
-Mogę teraz rozkazać Ci słyszeć nawet nieistniejące dźwięki i widzieć, coś czego nie ma... Buahahaha!!!
-Eee...
-Patrz i podziwiaj hehehehe!-Przed moimi oczyma ukazało się ciemne miejsce, było tak ciemno, że nie wiedziałem gdzie jestem.
-Co to?-Rozejrzałem się.
-Labirynt.To takie trudne do spostrzeżenia?-Wyśmiał mnie.
-Zamknij się!
-Ughrr...-Zdenerwował się. Nagle zacząłem słyszeć dziwne dźwięki, jakby krzyki, ale nie zagubionego wilka, tylko jakiegoś potwora. Zacząłem biec. Oczywiści ciągle na wszystko wpadałem, bo było straszliwie ciemno.
-Aaa!!!-Syknąłem z bólu, bóle głowy wróciły. Dookoła mnie stanęły dziwne stworzenia, nie widziałem ich dokładniej, bo (wspomnę to po raz trzeci ) było bardzo ciemno. Byłem pewien, że to koniec, ale resztkami sił się broniłem. Wreszcie padłem na kolana.
-Hehe...-Nagle wszystko zniknęło. Leżałem na ziemi zastanawiając się, kto, lub co to właściwie jest.
-Hallo!!! Panie dziwny głosie?
-Czego ty chcesz!?
-Czym ty w ogóle jesteś?
-Głosem!? A teraz daj mi spokój!
-Ja mam Ci dać spokój?
-Grr... Robimy powtórkę!?
-Nie!!!!
-No, to siedź cicho i mnie nie denerwuj!
-Ok...ok...-Mruknąłem. Wróciłem do swojej jaskini. Położyłam się na wyprawionej skórze dorodnego jelenia, którego zjadłem na śniadanie. Zasnąłem. Śniły mi się koszmary. Nagle się obudziłem. Postanowiłem ruszyć do pewnego miejsca. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy, powiadomiłem Alfy i ruszyłem w drogę.
-Matt?-Zaczął ten debil siedzący w mojej głowie.
-Czego...-Miałem zły humor.
-Mam sprawę.
-Na serio?-Zapytałem ironicznie.
-Wiesz, czym różni się parawan od słonia?
-Nie...
-Tym, że parawanem można zasłonić, a słoniem nie można zaparawanić! Hhahaha!!!-Wybuchł śmiechem.
-To już koniec?
-Tak.
-Ahahaha...
-Bez komentarza ...-Stwierdził.
-Dobra bądź już cicho, idziemy dalej.-
-My?
-Toż siedzisz w mojej głowie, to jak ja to i ty...
-Eee...
-Ja nie mogę co za pustak!-powiedziałem znudzony naszą rozmową.
-Eee...
-Ech...
-Ech?-Pytał się głupio.
-Ech.
Czemu ,,ech"?
-Bo ech.
-A dlaczego ,,ech"?
-No, bo nie ,,ach".
-Ach?
- (...) Dobra ruszajmy.
-A tak w ogóle, to do kąt my właściwie idziemy.-Nie odpowiedziałem tylko ruszyłem dalej. W pewnym momencie zaczął zadręczać mnie pytaniami, i przez niego potknąłem się ko kamień. Zacząłem się turlać po wzgórzu .
-a-a-a-o-o-e-j-j!!!!-Gdy skończyłem, ten wybuchł śmiechem.
-Z czego się tak rżysz!?
-Bo...ty... nie mogę... hahahahahha!!!
-Grr...-Ruszyłem dalej na południe. Szedłem i szedłem, aż ujrzałem coś strasznego...
Wyglądało jak pole bitwy, pobojowisko. Zaschła krew, zgniłe resztki ciał, mnóstwo szkieletów i zardzewiałej broni.
-Ja... Co tu się stało?-Rozejrzałem się. Z ciekawością zapuściłem się w głąb. Szedłem i rozglądałem się. Nagle wszystko zniknęło i na miejscu obozu śmierci pojawiła się cudna łąka.
-Eee...Co się dzieje?
-Mhm.
-To twoja sprawka?
-No a czyja niby?
-Łał... Ładnie tu.-Spostrzegłem.-Ale nie wiem czy to prawda czy złudzenie...-Nieco się zasmuciłem, lecz szedłem dalej.
-Może tak, może nie...-Zaczął bawić się tym co widziałem.
-Przestań!
-Nie...-Nie przestawał.-Po namyśle, pokażę Ci jak to wygląda na prawdę. Ujrzałem jednak tą gorszą wersję.Ruszyłem dalej, w oddali dojrzałem konia. Stał nad szczątkami jakiegoś człowieka.

-Ech... ta wojna więcej zabiera, niż oddaje.-Westchnąłem.
-Święta racja...-Rozpaczał koń.-To był mój jeździec, ale i najlepszy przyjaciel...-Żalił się. Zacząłem go pocieszać. Nagle zarwał się na równe nogi i zmienił swój wygląd, skierował się do mnie i skoczył na jakiegoś atakującego mnie zombie. W ułamek sekundy go zabił.
-Musimy jak najszybciej stąd uciekać!-Wrzasną i w,, wrzucił" mnie na swój grzbiet. po zmianie wyglądu wyglądał tak:
Lecieliśmy ponad górami, aż dolecieliśmy do pięknego miejsca...

Łał...-Żekłem.

C.D.N...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz