-Tym razem ci się upiekło, ale pamiętaj że ja jeszcze wrócę – wykrzyczał z gniewem w głosie i sobie poszedł, kiedy zniknął za drzewami Evanlyn zaczęła się mnie o wszystko wypytywać.
- Shirika, kto to był? – zapytała się mnie z troską w głosie .
- Nie ważne! -
- Jak to, ale czego on od cb chciał?-
- Niczego , mniejsza o to. Po co się wtrąciłaś? Ty i Elessarii traktujecie mnie jak dziecko, przecież sama bym sobie z nim poradziła.
- To wcale nie jest tak. –
- Nie tak, a niby jak? Mam już tego dość, dajcie mi spokój. -
Po tym całym wylewie złych emocji pobiegłam nad Jezioro Zorzy Polarnej by ogarnąć myśli. Evanlyn nie pobiegła za mną bo wiedziała że muszę się uspokoić, jednakże chwilę później przypomniało jej się że tamten Basior chciał czegoś co mam i że nie był zadowolony że tego nie odzyskał, więc zaczęła mnie gonić.
<<<Evanlyn>>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz