-Ehh...- Westchnęłam.-Mam dość. Możesz mnie zaprowadzić?- Spytałam poważnie.
Shiru wręcz niezauważalnie kiwnął łbem i wybiegł z jaskini. Czym prędzej pobiegłam za nim. Wpadłam na pomysł, aby polecieć trochę nad nim - będę więcej widzieć. Już z daleka dojrzałam na polanie kilkanaście wilków. Usłyszałam grzmot. Burza dopiero zaczęła swój pokaz.
-Widzę ich, Shiru. Dalej już lepiej pójdę sama.- Powiedziałam, lądując obok niego.
-Ta, oczywiście. Idę z tobą.- Odpowiedział irytującym tonem, ale dość przekonującym.
-Wolę nie protestować...
Już wolnym krokiem poszliśmy naprzód. Skryłam się w krzakach, aby z daleka ich poobserwować. Widziałam samych samców, którzy wyglądali na zdeterminowanych. I przede wszystkim groźnych.
-Okey, jakieś opcje?- Spytałam Shiru.
-Myślałem, że to ty jesteś tu alfą.
-Ja się tylko pytam. Hmmm...- Zaczęłam myśleć.
Wataha w tym momencie była narażona na wielkie niebezpieczeństwo. W sumie to mogła zabić ich wszystkim jednym spojrzeniem...Ale czy oni są na tyle durni, aby się przed tym nie zabezpieczyć?
-Shiru...Ty może biegnij zawiadomić resztę. Ja zostanę przy nich, gdyby wpadli na jakiś durny pomysł.- Odezwałam się i od razu skierowałam wzrok na Shiru, by wiedział, że nie ma się sprzeciwiać. Nie odpowiedział nic, tylko pobiegł. Ja wróciłam do obserwacji. Wyostrzyłam swój słuch a tyle, ile mogłam.
-Z tego co wiem...fle, fle....To mała wataha.- Powiedział jeden z nich. Nie zrozumiałam do końca jego wypowiedzi.
-Wiemy o tym. Zajmie nam to chwilkę, a potem....fle, fle...- Zaśmiał się szyderczo drugi.
-Zamknijcie te mordy! Mogą przecież...fle, fle...!- Skarcił ich kolejny, jakby przywódca.
Wtedy usłyszałam za sobą odgłosy. Odwróciłam się i ujrzałam całą resztę,z Evanlyn na czele.
-Szybko poszło...- Powiedziałam do Shiru.
-Ja bym proponowała po prostu walczyć, w tym momencie bez żadnych planów.- Odezwała się Shirika.
-Czy wszystko trzeba załatwić wojną? Serio?- Spytałam z ironią.
-Oni są niebezpieczni.- Warknęła.
-Nie można z nimi tego po prostu obgadać?- Spytałam ponownie.
Zapadła cisza. Czułam, że wręcz dla wszystkich, walka to było najlepsze rozwiązanie.
-Dobra, nic nie mówcie. Evanlyn, ty ich poprowadzisz do walki. Ja jednak sama się zajmę tą drogą pokojową.
<<Evanlyn?>>
Shiru wręcz niezauważalnie kiwnął łbem i wybiegł z jaskini. Czym prędzej pobiegłam za nim. Wpadłam na pomysł, aby polecieć trochę nad nim - będę więcej widzieć. Już z daleka dojrzałam na polanie kilkanaście wilków. Usłyszałam grzmot. Burza dopiero zaczęła swój pokaz.
-Widzę ich, Shiru. Dalej już lepiej pójdę sama.- Powiedziałam, lądując obok niego.
-Ta, oczywiście. Idę z tobą.- Odpowiedział irytującym tonem, ale dość przekonującym.
-Wolę nie protestować...
Już wolnym krokiem poszliśmy naprzód. Skryłam się w krzakach, aby z daleka ich poobserwować. Widziałam samych samców, którzy wyglądali na zdeterminowanych. I przede wszystkim groźnych.
-Okey, jakieś opcje?- Spytałam Shiru.
-Myślałem, że to ty jesteś tu alfą.
-Ja się tylko pytam. Hmmm...- Zaczęłam myśleć.
Wataha w tym momencie była narażona na wielkie niebezpieczeństwo. W sumie to mogła zabić ich wszystkim jednym spojrzeniem...Ale czy oni są na tyle durni, aby się przed tym nie zabezpieczyć?
-Shiru...Ty może biegnij zawiadomić resztę. Ja zostanę przy nich, gdyby wpadli na jakiś durny pomysł.- Odezwałam się i od razu skierowałam wzrok na Shiru, by wiedział, że nie ma się sprzeciwiać. Nie odpowiedział nic, tylko pobiegł. Ja wróciłam do obserwacji. Wyostrzyłam swój słuch a tyle, ile mogłam.
-Z tego co wiem...fle, fle....To mała wataha.- Powiedział jeden z nich. Nie zrozumiałam do końca jego wypowiedzi.
-Wiemy o tym. Zajmie nam to chwilkę, a potem....fle, fle...- Zaśmiał się szyderczo drugi.
-Zamknijcie te mordy! Mogą przecież...fle, fle...!- Skarcił ich kolejny, jakby przywódca.
Wtedy usłyszałam za sobą odgłosy. Odwróciłam się i ujrzałam całą resztę,z Evanlyn na czele.
-Szybko poszło...- Powiedziałam do Shiru.
-Ja bym proponowała po prostu walczyć, w tym momencie bez żadnych planów.- Odezwała się Shirika.
-Czy wszystko trzeba załatwić wojną? Serio?- Spytałam z ironią.
-Oni są niebezpieczni.- Warknęła.
-Nie można z nimi tego po prostu obgadać?- Spytałam ponownie.
Zapadła cisza. Czułam, że wręcz dla wszystkich, walka to było najlepsze rozwiązanie.
-Dobra, nic nie mówcie. Evanlyn, ty ich poprowadzisz do walki. Ja jednak sama się zajmę tą drogą pokojową.
<<Evanlyn?>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz