- Ile ja spałem... Parę minut ? - odsunąłem sobie grzywkę z oczu
Ale nic się nie dzieje. Wszystko wróciło do normy. Północny wiatr zawiał i przeczesał moje futro. Wraz z nim wyczułem zapach innego wilka. Zamknąłem oczy... Ten zapach wydał mi się tak znajomy.
- Rafia... - podniosłem uczy - Ale to przecież niemożliwe...
Podniosłem się na równe łapy i ruszyłem w północnym kierunku za tereny watahy. Ptak szybko rozpostarł skrzydła i ruszył za mną. Obróciłem łeb do tyłu. Stanąłem, a zwierze wylądowało niedaleko mnie przypatrując mi się smutnym, rozumnym wzrokiem. Uśmiechnąłem się. Drapnąłem pazurami w ziemię, a moje ciało zmieniło się w czarną, gęstą mgłę, którą wiatr poprowadził w kierunku gór. Leciałem tak prawie niewidoczny w nocy gdyby nie światło księżyca. Przekroczyłem granicę terenów watahy. Pode mną był już tylko nieznany, ciemny las i gdzieniegdzie opuszczone, ludzkie budynki. Najwyraźniej stworzenia takie jak ludzie oni nie przeżyją długo w tym miejscu. Opadłem w miejscu niedaleko kamiennych ruin.
- Shiru... - Usłyszałem piękny, młody głos, a wiatr, który powiewał zdawał się gładzić mnie po łbie
- Kim jesteś ? - pytałem
Nie dostałem żadnej odpowiedzi.
- Co mam robić ? Czemu tu jestem ? - mimo wszystko mój ton nic się nie zmienił
Kruk wzleciał w niebo ponownie się na mnie spojrzał.
- To ty - powiedziałem, a ptak poleciał w kierunku świątyni Wilka Śmierci
Pobiegłem za nim. Minąłem wysokie trawy, drzewa i uschłe krzaki. Ruiny wyglądały tak jakby miały się zaraz wszystkie całkiem zawalić. Dotarłem do kamiennego łuku. Na nim był znak :
< CD nastąp >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz